Mieczysław Bagiński - wywiad

aktualizacja: 2018-02-02 18:52:45     nr wiadomości: 34243     przeczytano: 4673     Ilość komentarzy komentarze: 0

Mieczysław Bagiński – polityk i samorządowiec z krwi i kości, były Wojewoda Łomżyński, obecnie Wiceprzewodniczący Sejmiku Województwa Podlaskiego udzielił wywiadu Portalowi e-Grajewo.pl. Zapraszamy do przeczytania krótkiej rozmowy.

Biografia i życie zawodowe

Urodziłem się i wychowałem we wsi Koniecki Małe (czasem to była gmina Wąsosz, czasem Szczuczyn) lecz od 600 lat zawsze jednak parafia wąsoska. Świadectwo maturalne zdobyłem w  Grajewie w  tych dniach , kiedy Jurij Gagarin poleciał w  kosmos.  Z rodzinnego domu wyniosłem szacunek dla okrutnej pracy pokolenia  ludzi po wojnie. Ale też szacunek dla tradycji, pamiątek i dziejów najbliższego otoczenia. Kształtowała mnie świadomość światłej rodziny chłopskiej, osadzonej we wszystkich realiach czasu wojny, po wojnie, po dziś.  Młodą wyobraźnię rozbudzały opowiadania Rodziców przy pracy i komoda pełna starych dokumentów. Były tam nawet kolejne pasporty niemieckie i sowieckie, babci, rodziców i wiele ciekawych kwitów odnoszących się do przeszłości rodziny. Mam za sobą ciekawe życie. Problem jest w  tym, że najlepszymi recenzentami mojego życia i drogi zawodowej byliby moi rówieśnicy, których w  sposób naturalny ubywa. Dlatego nie zdziwi mnie inny odbiór mojej przeszłości przez najmłodszych, ale to już element naturalnych procesów przemijania pokoleń i wartości. Od 1963 roku przeszedłem wszystkie etapy awansu społecznego i zawodowego: od nauczyciela w Klimaszewnicy po wojewodę w Łomży. Mimo wielu zawirowań zapewniam, że stale trwam w  nurcie spraw regionu. Zawsze byłem i jestem blisko problemów swoich rodzinnych stron. Pracuję w  wielu organizacjach społecznych tutaj. Mój staż pod zielonym sztandarem to 55 lat. Spośród najważniejszych decyzji w  życiu, a  odnoszących się do sfery zawodowej zaliczam tę o wzbogaceniu moich kwalifikacji pedagogicznych (kierunek historia)dyplomem uczelni przyrodniczo- technicznej .

Największy wysiłek zawodowy przypada na lata, które dla większości obecnie czynnych zawodowo ludzi, są już wspomnieniem. Niektórzy mogą powiedzieć, że to co zrobiłem to oczywista oczywistość.  Bo jakim wybrykiem nowości przy dzisiejszych ocenach jest udana powszechna telefonizacją województwa łomżyńskiego w  czasie, kiedy byłem wojewodą. Co to za wyczyn- powiedzą niektórzy- kiedy dziś w  każdym domu jest fura i komóra po wielokroć. Tak samo można oceniać przez kilka lat przygotowany i wdrożony pierwszy w  kraju program restrukturyzacji produkcji i przetwórstwa mleka w  województwie łomżyńskim. Akceptacja tego przez rząd uruchomiła niepowtarzalną szansę dla rolników i takich zakładów jak nasz Mlekpol w  Grajewie. Szansę tę wykorzystał młody wtedy i dobrze zapowiadający się menadżer branży mleczarskiej, człowiek stąd- Edmund Borawski. Podobnie z budową nowoczesnego Szpitala Wojewódzkiego w Łomży.  Drugi most na Narwi też wydaje się niektórym, że zawsze tam  był. Zbudowano go wtedy, kiedy Płock czy Toruń miały po jednym moście na Wiśle. Warto dodać, że w tzw. latach mojego wojewodowania m. Łomża i część regionu znalazła się w krajowej sieci gazownictwa. W pierwszych latach kierowania województwem trzeba było wydać tysiące decyzji komunalizacyjnych i prywatyzacyjnych. Zawsze pierwszeństwo miały samorządy. Po wydaniu tylu decyzji o wielkich wartościach finansowych, śpię spokojnie. To tylko niektóre, wiele podobnych udanych zbiorowych wysiłków wpisało się  w  krajobraz regionu i są przez obecnych dorastających postrzegane jakby były od zawsze tu i w  tej funkcji. I nikt nie szuka twórców tego. Mimo takiej prawidłowości cieszę się, że to na moje  lata służby przypadło wykonanie kilku ważnych zadań. I że udało się zmobilizować wszystkich potrzebnych takim sprawom. Nie robiłem tego sam. Za działalność na rzecz społeczności lokalnych został odznaczony Krzyżem  Kawalerskim i Oficerskim.

 

Lubię pracę z kandydatami dorastającymi na świadomych obywateli. Nie da się policzyć, ile dziewcząt i chłopców z  miejscowości o najtrudniejszym dostępie do sceny, przekroczyło próg opery, teatru, filharmonii w Łomży i w  Białymstoku. Wiedzą o tym ich rodzice i nauczyciele. Tylko w  jednej z  gmin był to niechciany kłopot. Wtedy udał mi się fortel. Najpierw stamtąd pojechali ze mną do opery dorośli.  Powtórzone moje zaproszenie do szkoły za rok spełniało się w  innym klimacie. Pewnego dnia w operze było  720 dziewcząt i chłopców z naszych gimnazjów. Ujmująca była wdzięczność uczniów, opiekunów i rodziców. Zachowałem wiele ciepłych listów ze słowami podziękowania.  Raz była reklamacja. Że oto nie zapraszam na takie sponsorowane spektakle młodzieży z  naszych dużych miast. To chyba jedyny list, który pozostawiłem bez odpowiedzi. Stale wspominam kulturę bycia, odbioru sztuki, sposób przeżycia i kulturę samego miejsca naszej młodzieży.  Byli ze mną kilkakrotnie uczniowie z Przytuł, Wąsosza, Niećkowa, Danówka, Białaszewa, Czerwonego, Grabowa, Piątnicy, Jedwabnego, Miastkowa, Zbójnej, Szczuczyna, Rajgrodu Niedźwiadnej… Czasami w  takim skrócie „ Wąsosz”, „Grabowo” kryją się malutkie szkoły z Sulewa, Ławska, Niecik, Klimaszewnicy, Surał, Konopk,  Wierzbowa,  Mścich, Łętownicy, Lutostani….

 

Moja partia na tle konkurencji

W ostatnich 20-30 latach zupełnie zdziwaczały metody oceny partii politycznych, stały się wręcz krotochwilne. A to za przyczyną najczęściej krótkiego ich żywota no i nieprofesjonalnych technik badania. Dotyczy to partii jednego sezonu, jak i tych z wiekową tradycją. Kto pamięta takie coś: Niejaki Pan Olechowski kandydował do pałacu z żyrandolem. Oczywiście przegrał, ale miał chyba kilkanaście procent poparcia. Nazajutrz w akcie rozpaczy i żalu ogłosił, że powstanie nowa partia pod jego sztandarem. To będzie lek na wszystkie zło. Jeszcze partia nie miała nazwy ani programu, a  w  sondażach miała już 16-18% poparcia. To była zapowiedź kolejnego Cudu nad Wisłą. Ale partia żadna pod jego osobistym sztandarem nie powstała.

 

Wróćmy zatem do pytania o partię, którą od 55 lat dla mnie jest Polskie Stronnictwo Ludowe.  Tę partię trzeba  oceniać nie za  zamiary, a za 128 lat istnienia na najrozmaitszej scenie politycznej. Najlepiej oceniać za rzeczywiste postawy przywódców i szeregów partyjnych stanowiących szeroko rozumiany ruch ludowy. Nasi przywódcy nie poszli nigdy na współpracę z  żadnym z  zaborców. Żadna pilotowana przez zaborcę salonka, jesienią 1918 roku nie przywiozła Witosa na peron do stolicy. Jeszcze przed 1918 roku przywódcy ruchu ludowego realizowali zasadę, że tylko połączenie walki narodowo-wyzwoleńczej  z  przemianami społecznymi na korzyść najszerszych warstw społecznych, może otworzyć drogę do wolnej i sprawiedliwej Polski. Taką ideę w 1920 roku doceniły elity poszukujące przywódcy państwa w miesiącach tragicznego na całym froncie odwrotu Józefa Piłsudskiego. Wtedy  była pełna zgoda, że premierem Rządu Obrony Narodowej może być tylko Wincenty Witos, przywódca polskich chłopów. Już wcześniej raz był wiarygodnym sternikiem państwa. W lato 1920 roku ponownie mu zawierzono los państwa. Na jego apel stawiły się tysiące ochotników, aby bronić nieokrzepłego państwa. Smutne jest to, że wkrótce Witos i Wojciech Korfanty- autor powstań śląskich- przez parę lat byli więźniami tego, który sprowadził katastrofę i sam zdezerterował przed bitwą warszawską i 11 sierpnia złożył dymisję na ręce premiera Witosa ze wszystkich funkcji w  państwie i na froncie. To i tak ci  mieli szczęście, że nie podzielili losu innych bohaterów wojny na różnych frontach aż po pokój w  Rydze. Najgorszy los spotkał autora strategii bitwy warszawskiej, gen. Tadeusza Rozwadowskiego. Tym epizodem koniecznym do wspomnień,  ruch ludowy i jego przywódcy na stałe wpisali się w  dalsze losy II Rzeczypospolitej.  W latach ostatniej wojny moja partia nie poszła na kolaborację ani z  okupantem niemieckim ani tym ze wschodu. Na  nic zdało się kuszenie przywódców ruchu ludowego. Potwierdzeniem tego był powszechny udział ludowców i ich przywódców w strukturach rządu emigracyjnego w  Londynie i w  kraju oraz w  zbrojnym ruchu oporu. Najgorzej było tuż po wojnie. Przecież to PSL było jedyną liczącą się opozycją w  roku referendum (1946r.) i w kolejnym roku wyborów (1947r.) do Sejmu. Dziś to wiemy, że Stanisław Mikołajczyk musiał ratować głowę ucieczką, bo PSL wygrał wybory. Zarzuca się ruchowi ludowemu, że obok Stronnictwa Demokratycznego ZSL  był w  rządach PRL-u. Byłoby bez sensu położyć wszystkie głowy pod gilotynę w  ramach protestu. Trzeba było ratować to, co było do uratowania, słowem robić swoje w  tamtych realiach. Gdyby wtedy była moda i tolerowano noszenie oporników w klapie marynarki, to pewnie wszyscy ludowcy nosiliby je przez lata siłowej kolektywizacji wsi, której byliśmy przeciwni. Przy upaństwowieniu spółdzielczości w  kraju, przy wyborze ideologii dla Ziem Odzyskanych… Gdyby wtedy dopuszczono nasz program wobec Ziem Odzyskanych, dziś mieszkałoby tam trzecie pokolenie Polaków na swoim. Nie doszłoby do społecznej i materialnej degradacji ludzi i majątku tam. Będąc w  cieniu starszego brata coś jednak udało się. Wzmocniony głos wsi dał odwrót w kolektywizacji. Z czasem wieś doczekała się ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych. To wtedy upominaliśmy się o godność ludzi na wsi.  Przykro wspominać, że nikt z ówczesnych elit politycznych wtedy nie wtórował nam w walce o pierwsze renty i emerytury dla rolników. Dopiero za Gierka stały się one faktem pod presją głosu wsi i jej partii. Wielką wygraną z  tamtych lat był konstytucyjny zapis trwałości rodzinnych gospodarstw rolnych. Nie wolno pominąć postawy ludowców przed referendum w  sprawie przynależności Polski do Unii Europejskiej. Dziś największym beneficjentem środków unijnych jest polska wieś, tuż po Francji. Wieś pewnie pamięta, kto w  2003 roku odstręczał wstąpienie Polski do UE. Dziś nikt nie pamięta, że w  czasach  kartkowych  wieś i chłopskie dzieci nie miały kartek na cukier. Naszą gotowość do Wielkiej Przemiany utrwaliły kroniki z roku 1989, kiedy przywódcy obu ówczesnych stronnictw politycznych, podały dłoń przywódcy Solidarności. Tamto porozumienie utorowało drogę oczekiwanym zmianom ustrojowym i społecznym. Mam świadomość, że nowe czasy stawiają nowe wymagania partiom politycznym. Nie ma miejsca dla partii branżowych. PSL z trudem, ale staje się partią ludową o zasięgu ogólnopaństwowym, ludową w  rozumieniu „ powszechną”. Obecnie jesteśmy świadkami, że klasy społeczne wymieszały się i nie ma zamkniętych środowisk zawodowych i społecznych , nawet w  przeciętnej wsi. Tu dziś mieszkają ludzie biznesu, nowocześni rolnicy, inteligencja pracująca w  miastach, pokolenie starszych i dorastających. Dlatego moja partia dąży w  stronę programu dla nich wszystkich.  Zawsze w  naszej partii zachowamy przymiotnik  „polskie”. Boleję, że modne stało się odżegnywanie pokolenia dzieci moich rówieśników od swoich wiejskich korzeni. Oni wszyscy chcą być legitymowanymi mieszczuchami. A tymczasem ilu jest grajewiaków od 3-4 pokoleń, z Grajewa. Po wyludnieniu takich miasteczek, zasiliła je ludność z przegęszczonych wsi. Oni przynieśli swoją tradycję do miast ze wszystkim dobrem i złem.

 

Ludowcy nie mają powodów do jąkania się mówiąc o swojej roli dawniej i dziś. Jesteśmy najbliżej ludzi, bo w  samorządach każdego typu: w   samorządzie mieszkańców, w  samorządach zawodowych, w  samorządzie rolniczym …. Jeśli nawet nie fizycznymi osobami to jesteśmy tam obecni przyjętą od nas ideologią. Wcześniej była mowa o roli PSL w   skali historycznej. Wiem, że to trudny akapit jeśli czyta go trzecie lub czwarte pokolenie po wojnie, które wie, że mleko bierze się  z Biedronki a ziemniaki z Lidla.  W ostatnich latach ludowcy zapoczątkowali kilka przełomowych elementów w  polityce prorodzinnej.  Mocnymi akordami zapisał się przeforsowany program prezesa PSL Władysława Kosiniaka – Kamysza  Karta Dużej Rodziny. Tego samego autorstwa jest roczny płatny urlop rodzicielski, zasiłek macierzyński dla nieubezpieczonych, przywrócone sądy rejonowe, wcześniejsze emerytury dla rolników. To PSL spowodował przywrócenie zlikwidowanych 80 sądów rejonowych. Do Grajewa powrócił sąd. Z przykrością stwierdzam, że w karuzeli dobrobytu dla wsi po ostatnich wyborach zginęło uprawnienie rolników do wcześniejszej emerytury. Stoimy na stanowisku korekty tego : 40 lat stażu w  rolnictwie i dosyć. Wszystkim, którzy kontynuują trafione pomysły ludowców i wnoszą nowe,  w  imieniu służby dziękuję. Mało się mówi o tym, że posłowie PSL też głosowali za 500+. Bo to jest prosta kontynuacja poprzednich naszych regulacji wspierających rodzinę. Niebezpieczne jest mówienie, że wszystko co dobre  zaczyna się dziś i to na  ruinie.  O tym, że rolnikom podniesiono wiek emerytalny dowiadują się ci, którzy dziś odchodzą z kwitkiem od emerytalnego okienka KRUS.

Budżet województwa na rok 2018. Moje przemyślenia i miejsce w nim naszych samorządów

Każdy budżet jednostki samorządowej ma na celu rozwój jednostki ,a  nie samoobsługę i komfort struktury własnej.  Wiem, że budżet województwa jest uważnie analizowany w samorządach gmin i powiatów. To wynika z  prostej przyczyny : budżet województwa wspiera wiele działań w terenie. Nie ma enklawy, która przynależy do samorządowej administracji wojewódzkiej. Podobnie powiat. Całe tętno życia gospodarczego i społecznego odbywa się we wspólnotach podstawowych, czyli w  samorządach gmin.  Uwaga ta jest potrzebna przy ocenie kierunków rozdysponowania wojewódzkich zasobów finansowych. Porównywanie naszego budżetu do każdego innego samorządowego w  powiecie i gminie nie da jednorodnej oceny. Jednostka samorządu województwa ma specyfikę, a  jej budżet ma pewną misję. Przykładowo: spójność komunikacyjna subregionów, funkcja metropolitalna aglomeracji wiodącej, finansowanie jednostek organizacyjnych potrzebnych całemu regionowi. Chodzi tu o jednostki takie jak: wojewódzkie szpitale, wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego..

 

Tegoroczny budżet to same rekordowe liczby: dochody 826 (w mln zł), wydatki 980. Deficyt też rekordowy – 154, a dług 181. Mam pewność, że po stronie dochodów pęknie miliard. Mamy bardzo niski koszt obsługi zadłużenia. To ledwie 17zł na mieszkańca. Lepsze od nas jest w  tym tylko świętokrzyskie. Kontestującym naszą obecność w UE podam taki oto fakt: nasz budżet bez środków UE wyniósłby 357mln zł. Dotacje UE to 469mln zł. W strukturze dochodów dominuje subwencja wyrównawcza, dalej to wpływy z CIT, dochody z PIT i janosikowe. Zapewniam, że u nas od lat praktyką jest wysoka realność budżetu, a zwłaszcza dochodów. Teraz zdanie o strukturze wydatków. Ponad 68% wydatków kierujemy na transport i łączność, 8,5% skonsumuje administracja publiczna, 6,5% kultura i ochrona dziedzictwa narodowego. Rekordowe środki kierowane do transportu i łączności w  większości staną się majątkiem, a  nie kosztem administracji tej branży. Od procentów lepiej mówią liczby: na drogi wojewódzkie realizowane z  dofinansowaniem UE pójdzie 511mln zł. A łącznie na utrzymanie dróg wojewódzkich kierujemy 601 mln zł. Ważniejsze zadania inwestycyjne w 2018 roku w  regionie łomżyńskim to unowocześnienie dwu dróg o największym obciążeniu: Łomża – Śniadowo i Łomża – Nowogród. Tu i tu w   bieżącym roku wydamy po 15mln zł unijnych. Obie te drogi wystąpią też w  kolejnych budżetach. Z drogą na Nowogród- Zbójną- Myszyniec i dalej aż do morza, mam wesołe wspomnienie. Kilka lat temu, kiedy już na  dobre wdrożono jej kwalifikowanie do przebudowy przypadkowo spotkaliśmy się z  biskupem Stanisławem Stefankiem na jakiejś uroczystości strażackiej. Chyba  było to w  Lachowie. Biskup żalił się, że to jedyna droga, na którą jeśli on wjedzie to nie może czytać brewiarza. Taki tam paskudny stan nawierzchni- uzasadniał. Co miałem odpowiedzieć? Lubianemu przez nas oboje małżonków biskupowi, należało przytaknąć. Powiedziałem wtedy, że z  tej samej przyczyny ja robię odwrotnie. Jeśli tylko muszę jechać tą drogą to się gorliwie modlę, żeby dojechać.

 

Wreszcie rozpoczęły się prace przy remoncie drogi wojewódzkiej Piątnica- Jedwabne- Przytuły- Radziłów- Klimaszewnica. Dobrym początkiem jest przygotowanie dokumentacji na przebudowę kosztownych odcinków przez duże miejscowości np. Klimaszewnica. W br. To 4 mln zł przy całkowitym koszcie 8 mln zł. Drogę tę (nr 668) dołują pomiary ruchu. Coś musi się zmienić w   metodzie. Przecież nawet małe obciążenia po te czasu wymagają porównywalnych standardów jezdni. Dziś taki sam transport jeździ po betonowych autostradach i taki sam dojeżdża na podwórko rolnika. Licha jezdnia mimowolnie obniża frekwencję na lichej drodze. Przy takiej metodzie naboru do przebudowy i remontów dróg przyczyna i skutek zamieniają się miejscami. Nie podoba mi się dziwaczny instrument wyrównywania szans w  postaci janosikowego. Zabawa polega na tym, że najbogatsze regiony muszą oddać „ochłap” biedniejszym. Bogatszy region staje się łaskawcem biedniejszego, głównie wschodu. A to przecież państwo poprzez system podatków i subwencji powinno wyrównywać szanse województw biedniejszych. W tym miejscu aż się chce przytoczyć mądrość z Ewangelii św. Mateusza. Każdemu, kto ma będzie dodane. Temu zaś, kto nie ma, zostanie zabrane, nawet to, co ma. Oby to się nie sprawdziło.

 

Budżet województwa tylko w  skromnym ułamku ma na celu samoobsługę i komfort struktury. Ochronę zdrowia zasili 34mln zł. Kultura skonsumuje 49mln zł. Udziałem administracji jest 8% budżetu. To ledwie co 12 złotówka. Gros środków jak zawsze będzie zainstalowane na obszarze gmin i powiatów. To będą środki dodane do ich własnych. Adresy tu będą najprzeróżniejsze: od pompy strażackiej po zabytkową świątynię. Nie da się wymienić wszystkich podmiotów, które są zasilane z  budżetu województwa. Każdemu lokalnemu patriocie ważne jest to, że sprawnymi i wiarygodnymi biorcami środków dodanych są wójtowie i burmistrzowie moich rodzinnych stron. Przykładowo w ub. roku na 12 wniosków w  sprawie pomocy na drogach, wszystkie były docenione. Jakiekolwiek uszeregowanie projektów zrealizowanych dotąd lub ranking gospodarzy samorządów w  powiecie byłby nierozsądny. Gdzieś ważniejszy jest chodnik i ulica, w innej gminie oczyszczalnia i kolektory. W gminie z większym dorobkiem w latach poprzednich, spełniają się teraz wyższe aspiracje społeczne.

 

Poniższą opinię zapewne wybaczą mi moi przyjaciele, sternicy samorządów grajewskich. Wystarczy jedynie taki fakt, że cały powiat lokuje się w czołówce sprawnych biorców i inwestorów. Często dodanie środków do kosztownych zadań wiąże się z  kredytem. Duży kredyt dla miasta Grajewa, a  duży dla Wąsosza to czasem.. duża różnica. Ale sens ten sam. Z kieszonkowego nie zbudujemy wiele, a pożyczone mobilizuje do racjonalności innych wydatków. Ważne, że gospodarze samorządów mają zaufanie w  swoich radach i bankach. Aż prosi się powtórzyć znane zdanie : Dać , na kim znać. Kto wątpi w  mądrość takich przesłań, niech zajrzy do nowoczesnych gospodarstw rolnych.

Poza wszelką wątpliwością w  moim powiecie obowiązuje niepisana logiczna formuła: co po kolei, co wpierw, co jutro. Wszędzie było tak, że wpierw zrobiono to, co poprawiło warunki życia i pracy. Igrzyska później. Oczywistą premią dla samorządów jest poprawne trwanie u steru przez kilka kadencji tego samego sternika, począwszy od czasu programów przedakcesyjnych aż po obecne strukturalne. Tylko wtedy ma sens ranking społeczny w  gminie: co wpierw, a  co w  dalszych kadencjach.  Kto wątpi w  to moje rozumowanie, wcale nieodosobnione,  niech przejedzie wzdłuż i wszerz Gminy Grajewo, Gminy Wąsosz. Serce rośnie, kiedy widzę w  jakim tempie odrabia się czas przedłużonej edukacji z pierwszych  lat po akcesji np. w  Szczuczynie i Rajgrodzie. To cieszy. Przy całym moim sprzeciwie dla dwukadencyjności wójtów i burmistrzów jestem za 5 letnią ich kadencją. A w  ogóle to mi się marzy jeden rok  wyborczy co 5 lat. W jednym dniu wybieramy  prezydenta, sejm, senat,  parlament europejski, sejmik, rady gmin, rady powiatów, wójtów, burmistrzów, prezydentów. I pozostaje 5 lat pracy bez propagandy wyborczej, czasem co rok.

 

Co po wyborach?

Ludziom w moim wieku i z  moją przeszłością, i z  moim doświadczeniem dobrostan duchowy i fizyczny wyznaczają czynniki obiektywne. Jak dotąd zdrowie mam w  normie wiekowej plus VAT(a VAT stale rośnie! ). Wszelkie wyniki badań laboratoryjnych kłócą się  z  metryką, oczywiście ku mojej radości.  Nadal widzę siebie w  tym samym łańcuchu dobrego przekazu i pomocy słabszym. Silnym nie przeszkadzam. Tak naprawdę to miejsce każdemu aktywnemu wyznaczają ludzie i ich potrzeby.  Mnie każda wymagalność i sprawdzanie dodawało siły i wiarygodności. Dlatego nie odpowiem wprost
„ gdzie po wyborach”. Wiem na pewno, że będę w  takiej samej roli wobec wierzycieli mego dorobku. Jak wspomniałem w  moim wieku najłatwiej jest o mandat w  ruchu drogowym.

W moim życiu osobistym i zawodowym sprawdziła się zasada: w dobrym biegu wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem.


 

Mieczysław Bagiński prywatnie

Nałogowy optymista. Z dużą dozą humoru i autoironii. Człowiek pogodny na przekór losowi i czasom. Zawzięty pszczelarz od 20 lat. Szperacz w lokalnej przeszłości. Wiele pisał w  tej dziedzinie. Myśliwy. Strzelam tylko nadliczbowe wydry, bobry, kormorany, czaple….. na obiektach gospodarczych i tylko za  zgodą ministra środowiska w liczbie ustalonej przez naukę i miejscu wskazanym przez poszkodowanych niekontrolowanym rozwojem populacji. Wędkarz.  Stale pracuje w  radach naukowych naszych parków narodowych. Nie zawłaszczył nigdy udanego wysiłku kolegów samorządowców, jeśli nawet był tzw. popychaczem w układzie rozrządu. Nikt nie słyszał z  jego ust powiedzonka „ ja to załatwiłem”.  Mieszka blisko ludzi, najbliżej natury, w  naszym powiecie już prawie 20 lat.

 

Wygrał wszystkie wybory do regionalnego parlamentu czyli Sejmiku. Ma więcej wygranych (6) niż kadencji Sejmiku (5). Żadna to jego zasługa. Stało się tak za przyczyną powtórzonych wyborów do Sejmiku w maju 2007 roku. To były najtrudniejsze wybory. Doszło do nich w wyniku zdrady bałamutnego radnego PiS, który wtedy 3 miesiące okrakiem siedział na barykadzie, a w  sądny, zapustny wieczór w lutym 2007 przeszedł do Platformy. Ten były radny województwa praktykę tę stosuje do dziś w  Sejmie, gdzie z Platformy czmychnął do PiS. Największą satysfakcją wyborczą M. Bagińskiego był wynik powtórzonych ostatnich wyborów do Senatu. Wynik prawie 1:1, ze wskazaniem na kobietę ze świata. Wtedy lokalny kandydat musiał zmierzyć się z  całą machiną sejmu, senatu i rządu, który murem tu stawał za kandydatką z zaświatów.

 

Mieczysław Bagiński to honorowy członek wielu organizacji społecznych (m.in. Łomżyńskie Towarzystwo Naukowe im. Wagów, OSP w Szczuczynie) oraz honorowy obywatel wielu gmin. Od lat wspiera Fundację SOS Wioski Dziecięce, Stowarzyszenie Obrońców Życia i budowę Świątyni Opatrzności Bożej – wotum narodu w Wilanowie. Od lat jest także czynnym członkiem Wspólnoty Providentia Dei.

Ostatnie wydarzenia osobowe w PSL

Żałosna to manifestacja i licha koniunktura. Jeden manifestuje sam, bo sam się wyizolował na własne życzenie. Skutkiem tego obnosi się sam po mediach. Jedną wielką karykaturą jest uzasadnienie takiej decyzji. Żałosne. To jest kliniczny przypadek zaniku pamięci, odruchu wdzięczności i solidarności.  Typowe pomieszanie przyczyn i skutków ma być autorskim uzasadnieniem odszczepieństwa. Sprzedajnej wiary nie ustrzeżemy się. Od Judasza po dziś srebrniki nęcą. Zdrada rodzi piętno. Biblijny Judasz presji otoczenia nie zniósł i ponoć powiesił się sam na suchej gałęzi. Wszystkim następnym posłom, radnym…., którzy  zdezerterują dedykuję taki oto znany rym znanego autora:

Próżnoś repliki się spodziewał

Nie dam ci prztyczka ani klapsa

Nie powiem nawet „pies cię j..ał”

Bo to mezalians byłby dla psa.

 

Dziękujemy za rozmowę i poświęcony czas. 
e-Grajewo.pl

 

 

  - fot. M. Bagiński (Wrota Podlasia)
Dodaj komentarz

Treść:


Informacja dla komentujących
Redakcja portalu nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane w komentarzach. Zastrzegamy możliwość opóźnienia publikacji komentarza lub jego całkowitego usunięcia.